środa, 1 maja 2013


ROZDZIAŁ 2 


Słońce raziło mnie w oczy. Odruchowo odwróciłam głowę w drugą stronę ale przeszył mnie okropny ból. Od razu przypomniałam sobie co się stało. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Leżałam w czyjejś sypialni w obcym domu. Pokój nie był duży. Większość miejsca zajmowało duże łóżko. Naprzeciwko stało biurko a na nim laptop i kilka zeszytów. Odrobinę w lewo były drzwi, prawdopodobnie do łazienki. Na prawo od biurka we wnęce stała szafa. Podeszłam do niej i zauważyłam męskie ubrania. „Gdzie ja do cholery jestem?” Cicho otworzyłam drzwi i wyjrzałam na długi korytarz. Przestąpiłam przez próg i bardzo wolno przesuwałam si wzdłuż ściany aż trafiłam na schody, którymi zeszłam na dół. Znalazłam się w dużym i jasnym salonie. Wielkie i miękkie kanapy stały ustawione w kształcie litery U, nad kominkiem wisiał ogromny plazmowy telewizor, za salonem stał duży stół z wieloma miejscami. Prawdopodobnie była to jadalnia. Z kuchni doszły mnie hałasy. Po chwili w drzwiach ukazał mi się chłopak z dużym uśmiechem.
            Nie był bardzo wysoki. Wydawał się nawet niższy ode mnie. Miał dłuższe czarne włosy, które ułożyły się strasznie seksownie. Patrzył na mnie czarnymi oczami. Były tak głębokie, że mogłabym w nich utonąć gdybym tylko na to pozwoliła. Jego kształtne usta ułożyły się w uśmiech a tuż za nim dostrzegłam rząd śnieżnobiałych zębów.
- Jak się czujesz? – jego głos był głęboki tak jak czerń w jego oczach.
- Ca…całkiem dobrze. – głos mi drżał.
- Coś cię boli?
- Nie…chociaż trochę szyja.
- Nic dziwnego. Twoja szyja to jeden wielki siniak. – przyglądał mi się a ja bezwiednie złapałam się dłońmi za szyje i skrzywiłam się z bólu. – Jak masz na imię?
- Ja.. jestem Rose. A ty?
- Gregorio – gdy wypowiedział swoje imię odniosłam wrażenie, że zrobiło się ciemniej. Rozejrzałam się i spojrzałam przez okno. Mocno świeciło słońce. Gdy znów na niego spojrzałam wszystko wróciło do normy.
- Gdzie jestem?
- U mnie w domu.
- A… - zastanawiałam się jak ułożyć pytanie – A jak się u ciebie znalazłam?
- Straciłaś przytomność więc cię tu przyniosłem.
- A tamten…tamten koleś?
Uśmiechnął się tak jak tamtego wieczoru.
- Już ci nie zrobi krzywdy.
- Ale co ty mu… -  przerwałam widząc w jego oczach upór i coś jeszcze czego nie mogłam zrozumieć. – Czy możesz zawieść mnie do domu? Moi rodzice na pewno się martwią.
- A może coś najpierw zjesz? – jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu.
            Po kilku naleśnikach i soku wsiadam z Gregoriem do jego boskiego żółtego ferrari enzo. Przez cała drogę zachwycałam się tym cudeńkiem, natomiast mój towarzysz wyglądał na odrobine znudzonego nawet kiedy jechał z maksymalna prędkością.
            Kierowałam go ale miałam wrażenie że doskonale zna drogę do mojego domu. Zatrzymał się na podjeździe, wysiadł i szybko znalazł się po mojej stronie pomagając mi wysiąść. Podziękowałam mu za pomoc i wróciłam do swojego domu.
            Skłamałam że rodzice się o mnie martwią. Już dawno zapomnieli że mają córkę. Od kilku lat ciągle gdzieś wyjeżdżają. Obecnie chyba byli we Francji.
            Pod prysznicem próbowałam wszystko sobie ułożyć. Nigdy wcześniej nie widziałam Greogoria. Trochę się go bałam ale czułam, że mogę mu ufać mimo wszystko, że to nie mi zrobi krzywdę. Ale zrobił ją chyba temu facetowi.
            Westchnęłam głośno przypominając sobie, ze dziś mamy ostatni dzień wakacji. Nie czułam się gotowa na to żeby iść do szkoły.

            Wchodząc na szkolny dziedziniec zdałam sobie sprawę ile nowych twarzy się pojawiło. Oszołomiona tym tłumem nieznanych mi osób próbowałam jak najszybciej wejść na korytarz. Przykleiłam się plecami do szafek widząc roześmianą grupę pierwszaków.
- Buu!
- Corinne co cię?! – wrzasnęłam z bijącym sercem jak oszalałe.
- Wybacz. – przyjaciółka zachichotała. Miała na sobie spódniczkę do połowy ud, wysokie buty na koturnie, luźno zwisającą bluzeczkę na guziczki a na szyi swój talizman. Długie blond włosy spięła w kucyk. – Chodźmy już na ten durny apel. O matko co ci się stało w szyję? Wygląda okropnie.
- Dzięki. Nie zauważyłam. Miałam wczoraj mały incydent. Napadł na mnie jakiś facet.
- O matko. Coś ci zrobił? – dotknęła mojej szyi palcem a ja zasyczałam i spiorunowałam ją wzrokiem.
- Nie. Obronił mnie taki chłopak. – usiadłyśmy na krzesłach w audytorium.
- Jaki był?
- Kto?
- Ten chłopak.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cała Corinne. Tylko chłopaki jej w głowie.
- Cóż był…dość dziwny.
- Czyli? – przysunęła się do mnie trochę bliżej kiedy dyrektor wszedł na scenę i zaczął swój nudny wywód.
- Czyli jest dość tajemniczy. Jest taki…przerażający ale – dodałam widząc minę przyjaciółki – jest mega seksowny.
            Corinne uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Wysiedzieliśmy do końca apelu, a potem razem z tłumem poszłyśmy do swojej klasy. Zajęłyśmy nasze standardowe miejsca. Przywitałyśmy się ze wszystkimi a potem nauczycielka rozdała nam nasze plany na ten semestr.

- Startujesz w tym roku do zespołu cheerleaderek?
- Daj mi spokój z tym. Nie nadaj się. – podeszłyśmy do naszych samochodów na szkolnym parkingu. -  Nie jara mnie skakanie z pomponami i krzyczenie „dajcie mi I dajcie mi G..” to serio nie dla mnie. Bez urazy. Wiem ze ty się dostałaś w tamtym roku ale ja to inna bajka. Zrobię z siebie pośmiewisko.
- Tak jak wtedy na stołówce – zachichotała.
- Miałaś o tym nie wspominać. – wysyczałam przez zęby.
- Sorka.
            Pomachała mi i wsiadła do swojego autka. Westchnęłam i zrobiłam to samo. Tak bardzo chciałam żeby ten rok był lepszy od poprzedniego. Bardzo się boję że będzie tak samo.

Od kiedy zaparkowałam na szkolnym parkingi dało się wyczuć poruszenie dość nietypowe dla tej nudnej szkoły. Może to przez pierwszy dzień? Na pewno tak.  Ja tam taka zadowolona nie jestem.
W klasie usiadłam na swoim miejscu obok Corinne.
- Ej co się tutaj dzieję? – szturchnęłam ja łokciem
- Podobno jakiś nowy przyszedł.
- No i co? Pełno tu nowych mamy przecież pierwszy dzień szkoły.
- Ale on nie jest pierwszakiem a dobrze wiesz że do naszej szkoły nikt nie dochodzi w trakcie nauki to po pierwsze a po drugie jest podobno mega seksowny i kompletnie nikt go nie zna no i po trzecie jest z nim jakiś chłopak również przystojny. – poprawiła grzywkę, która i tak leżała idealnie – Oboje sa przystojni i narobią szumu. – spojrzała na mnie.
- Myślę, ze już narobili. – powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
            Rozbrzmiał dzwonek i po chwili do klasy weszła nauczycielka. Wspomniała o zasadach które obowiązują na jej lekcjach, podała nam tez tegoroczne lektury i prace które będziemy musieli napisać. Na ten widok podłamałam się trochę. Po swojej małej tyradzie podała temat i rozpoczęła lekcje. Po około 20 minutach zajęć ktoś zapukał do drzwi, które się uchyliły a w szparze ukazała się głowa dyrektorki.
- Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam ale przyprowadziłam nowego ucznia – wyciągnęła rękę w stronę drzwi i po chwili pojawił się…nowy uczeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz