wtorek, 7 maja 2013


ROZDZIAŁ 3 


- O matko – szepnęłam i szybko rozejrzałam się po sali. Wszyscy gapili się na niego z szeroko otwartymi buziami. Szturchnęłam Corinne, która z ociąganiem odwróciła się w moja stronę – To on.
- Jaki on?
- To ten chłopak o którym ci wczoraj wspomniałam. To on mnie uratował.
Corinne znowu spojrzała tam gdzie stał mój wybawca sprzed dwóch dni.
- To jest Gregorio. Przeniósł się tutaj na początku wakacji i od teraz będzie jednym z waszych kolegów – może mi się wydawało ale mogłabym chyba przysiąc, że lekko wywrócił oczami i delikatnie prychnął. Dyrektorka klepnęła go lekko w ramie chyba w akcie pocieszenia i dodania otuchy. Gregorio wolnym krokiem podszedł do nauczycielki i dał jej swoją kartę, dyrektorka się pożegnała i wyszła co zauważyłam chyba tylko ja, w tym czasie Gregorio przeszedł przez cała klasę i usiadł w ostatniej ławce nie odzywając się ani razu i nie obdarzając nikogo spojrzeniem. Do końca lekcji co chwile ktoś się odwracał w jego stronę, a nauczycielka zaczęła się jąkać. Chyba pierwszy raz.
            Zadzwonił dzwonek na przerwę i cała klasa zwróciła się w stronę Gregoria. Musze przyznać, że wyglądał bardzo dobrze. Włosy miał co prawda w nieładzie ale dodawało mu to uroku. Cały był ubrany na czarno z wyjątkiem butów za kostkę, które były w czerwonym kolorze. Mimo tak ciemnego ubioru można było dostrzec jego karnację, która była trochę ciemniejsza niż u ludzi z naszego miasteczka.
            Spojrzał na mnie, wwiercając spojrzenie w moje oczy. Kierowana nagłym impulsem wstałam i podeszłam do jego stolika ku zdziwieniu całej klasy.
- Cześć – cicho się przywitałam.
- Cześć Rose – gdy wypowiedział moje imię przeszły mnie ciarki, a cała klasa zwróciła wzrok na mnie i szeptali skąd się znamy.
- A więc…będziesz z nami w klasie? – wypaliłam.
- Jak widać – zaśmiał się pewnie z mojej głupoty.
- To jest Corinne – wskazałam na przyjaciółkę, która prawie zemdlała kiedy Gregorio się do niej uśmiechnął.
- Skąd przyjechałeś? – pytanie zadał Adrian. Jest najodważniejszy z całej klasy. Z tego co słyszałam dostał się również do szkolnej drużyny rugby. – Jesteś tu z rodziną?
- Nie. Mieszkam sam – chyba trochę się zmieszał – Z przyjacielem właściwie. Chociaż…z kumplem, którym się trochę opiekuje i pokazuje mu życie.
- Ok a skąd jesteś? – drążył Adrian patrząc się uporczywie w jego oczy.
- Pochodzę z bardzo daleka. Można powiedzieć, że jest to dla was miejsce tak odległe, że aż nierzeczywiste.
            Wszyscy zamilkli rozumiejąc, ze Gregorio nie chce podać dokładnie miejsca swojego poprzedniego zamieszkania.

            Ledwo rozbrzmiał dzwonek obwieszczający koniec zajęć dzisiejszego dnia, a Gregorio już wyszedł z klasy. Przy drzwiach znalazł się tak szybko, że nikt nie zauważył go. Szybko wyszłam za nim ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Nie wiem o czym bym miała z nim rozmawiać ale wiedziałam jedno: chce być obok niego. Coś mnie ciągnęło do tego chłopaka. Był inny niż ci których poznałam do tej pory. Był tajemniczy i przerażający ale nie bałam się być blisko niego. Wmawiałam sobie, ze może będziemy się rozumieć, że jesteśmy pokrewnymi duszami.
            Przez duże okno w korytarzu zobaczyłam jak odjeżdża swoim ferrari enzo ze szkolnego parkingu i usiadłam za kierownicą mojego starego pikapa. Na asfalcie pozostały tylko ślady po oponach.
            Westchnęłam cicho i wolno ruszyłam z parkingu wjeżdżając na główna ulicę myśląc o tym, ze znowu wracam do pustego domu. Na pewno nie mam nawet głupiej 30 sekundowej wiadomości na poczcie głosowej. Rodzice już zapomnieli że mają córkę. Dobrze że pamiętali o tym żeby wysyłać mi pieniądze na konto bankowe. Mimo to i tak pół roku pracowałam a zarobione pieniądze schowałam na czarna godzinę głęboko w szufladę.
            Zostawiłam samochód przed garażem i weszłam do domu od którego aż zionęła pustka. Kolejny raz westchnęłam, rzuciłam kluczyki na miseczkę i włączyłam telewizor. Z lodówki w kuchni wyjęłam jogurt i dosypałam do niego musli. Rozsiadłam się na kanapie i ze znużeniem oglądałam wiadomości.
            Nie rozumiem czemu lidzie robią taką aferę z tego, że od jakiegoś czasu nasze miasteczko nawiedzają burze lub pojedyncze pioruny i grzmoty. Czasem się tak chyba zdarza nie? Żadna mi sensacja. Tuż po tych informacjach podali kolejne zdjęcia zaginionych osób. Od ponad miesiąca jest to już 8 osoba. Pokazali zdjęcia wszystkich po kolei. Przy ostatnim zdjęciu zakrztusiłam się jogurtem.
            To był ten sam facet który zaatakował mnie a Gregorio mnie uratował. Facet podobno miał rodzinę która go teraz szuka i rozpacza.
Ale jak to możliwe, ze zaginął? Ja mu nic nie zrobiłam a Gregorio nie wyglądał na seryjnego mordercę, nie wyglądał tez na tak silnego jak tamten facet więc nie wrzucił go do bagażnika i nie sprzedał na czarnym rynku jako niewolnika. Wampirem tez na pewno nie był. Nie wierze w takie istoty.
            Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do frontowych drzwi. Postawiłam do połowy pusty kubeczek z jogurtem na szklanym stoliku zawalonym różnymi pisemkami. Podeszłam do drzwi oblizując palce i otworzyłam je.
- Cześć
- O matko – wyrwało mi się.
- Wybacz ale to tylko ja – Gregorio spojrzał na mnie z politowaniem.
- Tak…wiem…ja tylko – jąkałam się jak głupia, westchnęłam sama do siebie – wejdź – przepuściłam go ale on spojrzał na próg tak jakby nie zauważył ze stoi przed moim domem a nie w środku. Wszedł i lekko otarł się o mnie ramieniem. Przeszył mnie dreszcz taki jak wtedy kiedy odłączałam suszarkę z kontaktu i kopnął mnie prąd.
- Mama cię nie uczyła że obcych się nie wpuszcza do domu?
Zamknęłam drzwi i poszłam za nim rozcierając ramię o które się otarł.
- Ale ty nie jesteś obcy. Nie tak zupełnie.
Spojrzał na końcówkę wiadomości w telewizji.
- Ale też nic o mnie nie wiesz. Równie dobrze to ja mogę stać za tymi zaginięciami.
Spojrzał na mnie i lekko się skrzywił.
- Mam gdzieś jogurt? – zaczęłam oglądać dokładnie swoją koszulkę.
- Nie, nie… - podszedł do mnie bliżej – Coś cię boli? – spojrzał na moje ramię.
- Nie tylko… trochę mi zdrętwiała ręka.
Kiwnął bez słowa głową. Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i podał mi jakiś przedmiot.
- To mój notes – ucieszyłam się i zaczęłam wertować kartki, a potem odłożyłam go na stolik.
- Znalazłem go w mojej sypialni. Musiał ci wypaść z torby.
- Dziękuje że mi go przyniosłeś ale…przecież mogłeś dać mi go jutro w szkole.
- Myślałem że jest ważny więc wolałem nie czekać.
Uśmiechnęłam się do niego i wskazałam mu fotel żeby usiadł. Zrobił to z ociąganiem.
- Wiesz…zaczęłam ale się trochę zmieszałam – kiedy cię widziałam za pierwszym razem wydawało mi się że jesteś straszy ode mnie. Zdziwiłam się kiedy wszedłeś do naszej sali.
            Popatrzył na mnie nie odzywając się ani słowem. Zmieszałam się jeszcze bardziej.
- Ekhem… co zrobiłeś z tym facetem który mnie zaczepił?
- Zaczepił to chyba nie odpowiednie słowo. O ile mi wiadomo zaczepienie wygląda inaczej.
- No to napadł. Niech ci będzie. – dokładnie studiowałam jego twarz. Na lewym policzku miał mały pieprzyk. Którego na pierwszy rzut oka nie widać.
- Tak lepiej.
- Nie odpowiedziałeś – dostrzegłem że zacisnął szczęki ale trwało to tylko moment i zastanawiałam się czy nie wydawało mi się.
- Nic nie zrobiłem. Po prostu odszedł. – wzdrygnęłam się słysząc ostatnie słowo, które mogło znaczyć wiele, a on je wypowiedział tak jakby było w cudzysłowie.
- Co rozumiesz przez słowo odszedł? – zapytałam szeptem.
- Nie zabiłem go jeśli o tym myślisz. Nie zabijam ludzi?
- A koty?
- Co?
- No a koty zabijasz?
Patrzył na mnie jak na wariatkę a potem lekko się uśmiechnął. Niestety ten uśmiech obejmował tylko usta bo wyraz jego oczy nadal były poważne.
- Kotów tez nie zabijam.
            Uśmiechnęłam się i spuściłam głowę zażenowana samą sobą. Do mojej głowy napływało pełno myśli i pytań. Niektóre do Gregoria a niektóre do samej siebie.
- Chcesz mnie jeszcze o coś zapytać?
Szybko podniosłam głowę i napotkałam jego spojrzenie czarnych oczu.
- Skąd ty…tak.
- Więc słucham.
- Czemu nie chciałeś powiedzieć skąd pochodzisz?
- Bo to nie jest szczęśliwe miejsce.
- Dlatego się wyniosłeś?
- Można tak powiedzieć.
- Nie rozumiem – zmarszczyłam brwi. Gregorio długo się nie odzywał i myślałam, że w ten sposób zakończył temat.
- I nie będziesz rozumieć. – przeszył mnie dreszcz słysząc ton jego głosu. – To miejsce jest tak inne od tego w którym się wychowałaś. Gdybyś miała szanse przenieść się do…innego świata, do innej krainy nie zrobiłabyś tego z wielką chęcią, wiedząc że wszystko będzie nowe, inne. Że zmienia się zasady twojego istnienia. – cicho westchnął – Pewnie nadal nic nie rozumiesz. Może to i lepiej.
- To zabrzmiało jakbyś się wychował na innej planecie.
Wstał i lekko się uśmiechnął.
- Mam jeszcze coś do załatwienia. Do zobaczenia w szkole.
            Nim zdążyłam wstać i pójść za nim jego już nie było. Usłyszałam tylko kliknięcie zamka magnetycznego w drzwiach. 

3 komentarze:

  1. Dziękuje chociaż mam wątpliwości co do tego rozdziału...i całego opowiadania ale za późno sie wycofać

    OdpowiedzUsuń
  2. SPADAJ to okropne

    OdpowiedzUsuń