sobota, 18 maja 2013


ROZDZIAŁ 5


- To jest…

- …Gregorio – zakończyła za mnie Corinne. – Tak to on.
- To nie może być on. To po prostu zbieg okoliczności. A może pozował do tego obrazu?
- To nie możliwe Rose. – Corinne stanęła obok mnie. – Ten obraz pochodzi chyba z XIV wieku.
            Odwróciłam się i wzrokiem szukałam Gregoria. Stał z chłopakami przy jakiejś rzeźbie.
- Dziwaczne to ale…nieźle kręci. – odezwała się któraś z dziewczyn i wszystkie się rozeszły.
Usiadłam z Corinne na ławce.
- Ale jak to możliwe?
- Nie wiem Rose. – przez chwilę milczała – Może serio ta jakiś dziwny zbieg okoliczności. Przecież żaden z tych stworów nie istnieje.
            Milczałam myśląc nad tym wszystkim. Nie wiem ile czasu minęło ale nauczycielka zebrała nas i powiedziała że teraz jakiś pan Philip będzie nas oprowadzać i opowiadać. Bez przekonania wstałam i podążyłam za nią. Spojrzałam na Gregoria, który uśmiechał się całkiem szeroko ale nawet ja dostrzegłam ze jest dziwnie spięty. Może tez widział ten obraz. Nie dziwię się że poczuł się nieswojo. Tez tak bym się czuła.
            Gregorio rozejrzał się a kiedy spojrzał na pana Philipa uśmiech zniknął z jego twarzy a mięśnie się napięły. W pierwszej chwili myślałam że rzuci się na naszego przewodnika ale się powstrzymał.
            Pan Philip przywitał się z nami i poprosił żeby do niego mówić Philip. Kiedy jego wzrok biegający z osoby na osobę dotarł do Gregoria uśmiechnął się. Moim zdaniem nie był to przyjazny uśmiech. Być może tych dwoje się już wcześniej znało i nie przepadało za sobą.
            Philip był wysokim, przystojnym mężczyzną z burzą kasztanowych włosów które gdzieniegdzie świeciły siwizną. Równie dobrze mógłby być aktorem. Ale nadawałby się tylko do ogrywania złych ról.
            Cała klasa chodziła za nim i mimo moich obaw wszyscy słuchali jego opowieści. Mnie jakoś nic nie zaciekawiło. Chciałam już wrócić do domu.
            Tak byłam zajęta sobą ze nie zauważyłam kiedy podeszliśmy do obrazu z podobizną Gregoria. Corinne lekko mnie szturchnęła.
- Słuchaj.
- To jest portret Upadłego Anioła. Został on namalowany z opisu ludzi, którzy go widzieli. Według nich tak właśnie wyglądał. Nazwiska malarza nie znamy. Został zamordowany tuż po skończeniu tego obrazu. Prawdopodobnie ktoś chciał zniszczyć to dzieło, ponieważ chata tego malarza spłonęła a on razem z nią. Morderca jednak nie spodziewał się, że ów malarz już oddał obraz i nie było go w jego domu. Jak widzicie pod stopami Anioła Ciemności jest dziura w ziemi. Jest to przejście do jego domu. Tak o to widzieli go ludzie. Czy wiecie skąd wzięły się Upadłe Anioły? – nie czekając na nasza odpowiedź mówił dalej – Dawno temu jeden z Aniołów zbuntował się przeciwko ich prawu. Prawo głosiło, że żaden Anioł nie może pokochać ziemskiej kobiety i nie może spłodzić z nią dzieci. Anioł ten, Lucyfer, zakochał się w kobiecie której był Stróżem. Bóg się o tym dowiedział i nakazał zmianę Stróżującym. Lucyfer tak bardzo ją kochał, że się sprzeciwił. Niestety Bóg był nieustępliwy i w efekcie Lucyfer został odesłany z Nieba a wraz z nim każdy kto go poparł. Lucyfer groził zemstą co jeszcze bardziej zdenerwowało Wszechmogącego i ten zesłał wszystkich wygnanych do Podziemi, gdzie mieli żyć już wiecznie. Jednak Bóg kochał wszystkie swoje Anioły i pozwolił Lucyferowi wychodzić na powierzchnię raz na sto lat. Była to dla niego nadal kara, ponieważ jego ukochana już nie żyła. Wiele stuleci później Lucyfer posiadł żone, jedną z Upadłych Anielic i spłodził syna. Anioły nie maja w zwyczaju się rozmnażać – spojrzał na nas wszystkich i kontynuował – zwłaszcza ci Wygnani. Tuż po narodzinach syna Lucyfera zrobiło się głośno w Podziemiach jak i w Niebie. Wszyscy myśleli nad tym czy ich syn będzie mógł wychodzić na powierzchnię – zamilkł na chwilę i wwiercał wzrok z Gregoria – Jak widać może – cała klasa spojrzała na Gregoria którego oczy rzucały iskry.
            Niebo przeszyła błyskawica a razem z nią nadszedł ogromny huk. Cała klasa spojrzała w górę na kopułę przez którą widać było niebo. Nikt nie zauważył kiedy Gregrio podszedł do Philipa.
- Cos sugerujesz? – głos Gregoria był cichy ale i tak doszedł do uszu każdego na sali.
- Może – Philip zaśmiał się nieprzyjemnie. Wokół niech powietrze drgało. Kiedy tak patrzyli sobie w oczy na zewnątrz szalała prawdziwa burza. Teraz mogłam sobie wyobrazić Gregoria jako Anioła Ciemności. Chociaż nadal było to dla mnie mitem, legendą.
            Kierowana impulsem podeszłam do Gregoria i dotknęłam jego ramienia. Kopnął mnie prąd. Znowu. Zacisnęłam zęby i złapałam go za przedramię.
- Gregorio – w moim głosie słyszalna była prośba. Od chłopaka biła siła jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Bałam się że nie zareaguje i rzuci się na Philipa, ale on odwrócił się w moją stronę a wzrok mu złagodniał.
- Pozwalasz żeby ziemska dziewczyna tobą manipulował? Jesteś taki sam jak ojciec. – Philip nawet nie starał się mówić cicho.
- Nie wiem o czy ty mówisz. Myślę że od pracy tutaj zwariowałeś. – Gregorio strząsnął moją rękę i odszedł w stronę wyjścia.
            Sama nie wiem czemu ale pobiegłam za nim. Zatrzymał się w małym przedsionku. Na dwóch przeciwległych ścianach zawieszone były duże lustr. Gregorio odwrócił się do mnie. Prawdopodobnie dostrzegł moją obecność w jednym z luster. Jego oczy były jeszcze ciemniejsze niż zazwyczaj. Zapewne z gniewu. Na zewnątrz nadal słychać było burzę.
- Wszystko w porządku? – zapytałam nie zdając sobie sprawy, że szepczę.
- Nie wiem – odpowiedział mi patrząc prosto w oczy – Zdenerwowałem się.
- Zauważyłam. Nie rozumiem tylko czemu. On na pewno nie miał nic złego na myśli.
- Nie lubię takich wariatów. – odwrócił ode mnie wzrok. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
- Gregorio… - wzięłam głęboki wdech – czemu jesteś podobny do tego Anioła z obrazu?
- Czysty przypadek. Każdy ma podobno swojego sobowtóra. – zerknął na mnie i i odezwał się za nim ja to zrobiłam – Wracajmy.
            Wyminął mnie i wrócił do klasy. Po chwili dołączyłam do niego. Nikt ani słowem nie skomentował zdarzenia z przed chwili. Nauczycielka wymieszała kilka kartek w swoim kapeluszu a następnie zaczęła dzielić nas na dwuosobowe składy.
- Corinne…będziesz z… - zajrzała do kartki z naszymi nazwiskami a następnie z zamkniętymi oczami najechała palcem na jedno z nich – Adrianem.
Corinne spojrzała na mnie i skrzywiła się.
- Corinne chodź i wylosuj wasz temat. – przyjaciółka posłusznie podeszła i wsadziła dłoń do kapelusza.
- Czary mary hokus pokus… - wyciągnęła karteczkę i przeczytała na głos – Hybrydy – spojrzała na mnie z miną jakby pierwszy raz słyszała to słowo. Wzruszyłam ramionami.
- Mary ty będziesz z Gregiem. Wylosuj temat.
            Corinne stanęła obok mnie i lekko się nachyliła tak że poczułam jej cutrynowy szampon do włosów.
- Jaka masakra. Czemu akurat musze być z tym głąbem? Przecież on nic nie zrobi. Wszystkim ja będę musiała się zająć.
Spojrzałam na nią. Wyglądała na podłamaną.
- Dasz rade, zobaczysz. –objęłam ją pocieszająco.
- Rose – drgnęłam słysząc swoje imię w ustach nauczycielki. Powtórzyła swoja zabawę z zamkniętymi oczami i palcem na liście naszych nazwisk – będziesz z…Gregoriem – otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na przyjaciółkę która zrobiła to samo.
- O kurczę – podeszłam do nauczycielki i wsadziłam dłoń do kapelusza, który wystawiła w moja stronę. Pod palcami wyczułam kilka małych karteczek ale żadna nie chciała żebym ją wyciągnęła. Złapałam jedną w dwa palcem i uniosłam – Upadłe Anioły – przeczytałam szeptem i spojrzałam na Gregoria, który do tej pory wyglądała na mało zainteresowanego. Teraz jednak miał szeroko otwarte oczy i przyglądał mi się. Spuściłam wzrok i wróciłam na swoje miejsce. Corinne coś do mnie mówiła ale nie słuchałam jej. Tak bardzo już chciałam wrócić do domu.
            Kilka minut później odebraliśmy kilka książek, które mogły nam pomóc w zdobyciu potrzebnych informacji. Wróciliśmy do szkolnego autobusu i wyruszyliśmy. Kierowca podwoził każdego do domu. Kiedy zatrzymał się przed moim domem wstałam i wsiadłam. Po chwili drzwi się zamknęły i autobus odjechał.
- To jak to robimy? – krzyknęłam i podskoczyłam ze strachu. Odwróciłam się a za mną stał Gregorio ze swoim sennym uśmiechem.
- Wystraszyłeś mnie.
- Daruj.
- Czemu wysiadłeś?
- Musimy się dogadać a nie wiem czy jutro będę w szkole.
- A rozumiem. – przygryzłam dolna wargę.
- Mogę przeczytać te książki na jutro. Mogę tez wpaść do ciebie po południu i wtedy byśmy zaczęli.
- Tak. Dobrze ale…przeczytasz je wszystkie na jutro? – spojrzałam na cztery grube tomy.
- Tak. Bez problemu. – podałam mu książki które trzymałam przy piersi. – Wpadnę do ciebie po 15.
- Dobrze.
            Nim zdążyłam się pożegnać odwrócił się i niesamowicie szybko odszedł w swoją stronę. Można było odnieść wrażenie że unosi się nad chodnikiem.
            Pokręciłam głową do swoich myśli i ruszyłam do domu. 

3 komentarze:

  1. Wiedziałam, że będzie z nim w parze ! I jak na razie moja teoria co do niego się sprawdza . Nie mogę się doczekać tej "pracy w grupie", bo to będzie okropnie ciekawe . Pozdrawiam serdecznie, czekam na NN i życzę weny ;)

    P.S. Jeśli nie masz czasu, to polecam Ci przeczytanie zakładek Sezon I, II i III ( po prawej ) albo obejrzenie Naszego Trailera . Mniej więcej dowiesz się, o co chodzi . Dziękuję za odwiedziny i informowanie ;D

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem ciekawa jak On się jej przyzna, że jest aniołem. Również czekam na następny :] i zapraszam do mnie http://mydreamsworld1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. szczerze to nawet nawet. Gregorio jest taki sam jakiego go sobie wyobrażałam, ale dalej liczę na jakieś małe zaskoczenie chociaż tak w sumie to nie wiem czy tego chcę. Tak w ogóle to szukałam bloga yaoi i ktoś dał tego linka, a tu wychodzi na romans i na początku byłam zawiedziona bo pisze coś w takiej tematyce, ale nie udało mi się znaleźć żadnego yaoiowca o aniołach (po za moim ) które by mnie zainteresowało. Więc to mój pierwszy romans jaki czytam i gdyby to było coś innego to nie wiem czy bym go przeczytała, ale podoba mi się więc oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń