sobota, 1 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 7 
Wszystkiego najlepszego!! Z okazji Dnia Dziecka dodaje nowy, trochę dłuższy rozdział. A dokładniej wszystko to co obecnie mam na komputerze. 
Jest to dla Was prezent i jednocześnie dla mnie mobilizacja żeby pisać dalej. Życzę miłego czytania. ;) 


- Pierwszy i ostatni raz pracuje z Adrianem – skarżyła się Corinne zajadając ciastka.
- Coś nie tak? Nic nie robi?
- Nie to nie to. On pracuje, pomaga mi i ma dużo pomysłów ale w głowie siedzi mu tylko Gregorio.
- Jak to? – wyłączyłam telewizor i skupiłam się na przyjaciółce.
- Zanim coś zrobi zadaje sobie pytanie czy Gregorio by tak zrobił. Pyta sam siebie czy by mu się to spodobało. Myślałam że jest w nim zakochany ale po czasie wyszło ze razem trenują jakieś sztuki walki. Codziennie. – spojrzała na mnie.
- Jest nim zafascynowany?
- Być może. Wygadał mi się też że Gregorio uczy go walki na miecze i z wykorzystaniem innych broni. Dziwaczne trochę.
- Fakt. A ja słyszałam że Adrian zrezygnował ze swojej drużyny.
- Pytałam go o to. I powiedział mi że potrzebuje jak najwięcej wolnego czasu teraz.
            Wymieniłyśmy spojrzenia i znowu włączyłam telewizję.
- A ty czemu nic nie mówisz o wczorajszym spotkaniu?
- Bo było trochę dziwnie.
- Czyli? – Corinne wyrwała mi pilota z ręki i wyłączyła telewizor.
            Cicho westchnęłam.
- Opowiadał mi to wszystko a ja czułam że mówi o sobie. Ale to chyba nie możliwe prawda?
- Chyba nie.
- To wszystko jest takie dziwne. Nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on.
- Fakt – przyjaciółka odrzuciła do tyłu swoje blond włosy i zawiesiła wzrok na jednym z obrazków, które rodzice zawsze przywożą ze swoich podróży - Ty byłaś u niego w domu prawda?
- Byłam i co?
- Był dziwny?
- Nie. Normalny dom. A czemu pytasz?
- Nie było tam lochów? Nie słyszałaś wołania o pomoc?
Zaśmiałam się i spojrzałam na nią szukając oznak żartu.
- Nie Corinne. Zwyczajny dom. Może trochę za duży jak na niego samego ale jednak zwyczajny.
- Przecież on nie mieszka sam.
- No tak. Mówił to pierwszego dnia. Że mieszka z kumplem. Ale nigdy go nie widziałam.
- Ja też nie. Chociaż czekaj – Corinne zrobiła skupioną minę i machała palcem w powietrzu jakby to miało pomóc. – Pierwszego dnia kiedy szedł do gabinetu dyrekcji był z nim taki niski blondynek.
            Obie zamilkłyśmy myśląc nad tym wszystkim kiedy nagle zabrzęczał dzwonek do drzwi a po chwili ktoś bez krępacji wszedł do środka.
- Cześć dziewczyny.
- Gregorio tumanie nie wchodzi się do kogoś do domu bez pukania.
- Przecież zadzwoniłem – usiadł obok Corinne.
- Ale nikt nie powiedział „proszę”.
- Masz nauczkę. Prosiłem żebyś zamykała drzwi.
            Mruknęłam cicho podirytowana. Skrzywiłam się jeszcze bardziej widząc jak przyjaciółka uśmiecha się z nieznanego mi powodu.
- Masz jakiś powód dla którego tu przyszedłeś?
- No tak -  sięgnął po ciasteczko i całe wrzucił sobie do buzi. Rozejrzał się po salonie i zawiesił wzrok na tym samym obrazku co Corinne.
- No więc?! – wydarłam się kiedy zauważyłam że skończył swoją wypowiedź.
- A sory. Zabieram was dwie na wycieczkę.
- Jaka? – Corinne zerwała się z miejsca i szybko poprawiła spódniczkę, która podwinęła się jej całkiem wysoko – No mów – szturchała go uparcie w ramie aż się roześmiał.
- Zobaczycie -  wstał i złapał nas obie za nadgarstki i pociągnął w stronę wyjścia. Zdążyłam po drodze zabrać tylko telefon i klucze do domu.
            Tym razem Gregorio przyjechał wielka terenówka która mimo swoich wielkich gabarytów była całkiem szybka. Wyjechaliśmy za miasto cały czas prosząc Gregoria żeby powiedział nam gdzie jedziemy i po co.
            Zatrzymaliśmy się przed ogromnym jeziorem. Woda była czysta, wręcz można było dojrzeć dno. Kiedy podeszłam bliżej zobaczyłam małe kolorowe rybki. Rozejrzałam się dookoła.
- Jak tu pięknie.
 - To prawda . – Corinne stanęła obok mnie i zachwycała się widokiem.
            Gregorio podjechał samochodem pod małą wiatę pod która można rozpalić ognisko. Z bagażnika wyciągał koce i różne kosze i koszyki. Podeszłyśmy do niego.
- Czyżby piknik?
- Tak – uśmiechnął się szeroko i tym razem jego oczy również się uśmiechnęły. Nie byłam w stanie nie odwzajemnić tego gestu. – Przyjdzie też kilku…moich znajomych. Chyba nie macie nic przeciwko?
- Przecież że nie – Corinne pomagała mu wyciągać resztę rzeczy z bagażnika a ja dalej stałam z uśmiechem.
            Nie pamiętam kiedy byłam na jakimś pikniku. Jak byłam mała to rodzice zabierali mnie w różne magiczne miejsc. Magiczne były tylko wtedy kiedy oni byli ze mną. Pamiętam jak zabrali mnie do wesołego miasteczka. W pokoju luster biegałam od jednego do drugiego a oni stali i się uśmiechali, a potem zabrali mnie na kolejkę górską na której tak przeraźliwie płakałam , ze jakiś pan dał mi watę cukrową i to całkiem za darmo. Najpierw takie wypady z rodzicami były kilka razy w tygodniu, potem tylko w weekendy aż przestały się zdarzać. To trochę przykre. Mam tylko 17 lat a oni wymagają ode mnie dorosłego myślenia.
- Ziemia do Rose. – Gregorio lekko objął mnie ramieniem -  Co się dzieję?
- Nic. Tak sobie wspominam. – uśmiechnęłam się do niego – Wiesz co? Zawsze kiedy się dotykaliśmy raził mnie prąd. Taki malutki – dodałam widząc jak jego oczy robią się coraz większe. – Ale dzisiaj się tak nie dzieje.
- Magia. – zaśmiał się i szybko zabrał rękę.
            Gregorio rozpalił ognisko i kilka minut później przyjechali jego znajomi. Cała trójka, bo tylko tylu się zjawiło, przywitała się z nami bardzo serdecznie.
- To jest Dymitr – przedstawił Gregorio – pochodzi z Rosji co już chyba zauważyłyście w jego akcencie.
            I nie mylił się. Dymitr lekko zaciągał niektóre wyrazy a moje imię wymówił „Roza”.
Był niesamowicie wysoki, obie z Corinne musiałyśmy zadzierać głowy do góry żeby na niego spojrzeć.
- To jest Christian. – mały blondyn którego Gregorio nam wskazał szeroko się uśmiechnął i machał tak energicznie ręką że zaczęłam się obawiać że ta ręka mu odpadnie. – A to Isabelle.
- Wystarczy Iz – zarzuciła długim warkoczem do tyłu i uśmiechnęła się. Miała na sobie obcisłą czerwoną sukienkę z rozcięciem na boku, odsłaniającym prawie całą nogę. Poczułam ukłucie zazdrości i szybko poprawiłam swoją koszulkę z logo gry „Halo” i znoszone jeansy. Spojrzałam na swoje trampki które były całe w błocie i jęknęłam w duchu. Dłonią przejechałam po włosach i pod palcami wyczułam jeden wielki kołtun. „Litości” pomyślałam.
            Kiedy minęły pierwsze chwilę, te najbardziej niezręczne, każdy zajął się czymś. Corinne razem z Iz zawzięcie o czymś rozmawiały siedząc na ławce pod daszkiem. Znając Corinne mogły rozmawiać o ciuchach, o chłopakach albo o ciuchach chłopaków. Gregorio i Dymitr tez o czymś rozmawiali przy jednym z samochodów a Chris jak dziecko dziecko wszedł do wody i chlapał na wszystkie strony. Sięgnęłam po paczkę pianek i nabiłam jedną na patyk udając że jestem tym strasznie zajęta.
            Po zjedzeniu połowy paczki i wypiciu litra wody zachciało mi się iść na stronę. Jedynym najbardziej dyskretnym miejscem był lasek obok którego stały samochody oraz Gregorio z Dymitrem.
            Niepostrzeżenie jak ninja wymknęłam się w to zaciszne miejsce. Po załatwieniu swojej potrzeby wracałam równie cicho. Jednak tym razem wyszłam o wiele bliżej miejsca gdzie rozmawiał Gregorio z Dymitrem. „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” więc chyba takie jeden stopień nie zaszkodzi.
Podeszłam najbliżej jak się dało i schowałam się za drzewem. Wytężyłam słuch.
- I tak tego nie rozumiem.
- Czego? – westchnął Gregorio.
- Czemu je ze sobą zabrałeś. Rozumiem ze młodego masz trzymać daleko od tego wszystkiego ale one o niczym nie wiedzą. Są Ziemskimi dziewczynami i nie zmienisz tego co może się stać.
            „…Ziemskimi dziewczynami…” tak samo nazwał mnie Philip w Instytucie.
- Może i nie zmienię ale to nie znaczy ze mam na to wszystko patrzeć. One nie mają nic wspólnego z tą bezsensowna wojną która toczy Philip. Dobrze wie że nie wygra z moim ojcem.
- Giorgio…
             Przyłożyłam dłoń do ust żeby stłumić jęk który mi się wyrwał.
- Nie mów tak do mnie.
- Wybacz. – w głosie Dymitra wyraźnie było słychać skruchę. – Gregorio on może nas wydać. Sam mówiłeś że w Instytucie…
- Wiem co Philip próbuje zrobić. Nie zapomnij ze jestem od niego potężniejszy. W końcu to ja jestem synem Lucyfera.
            Tym razem nawet obie dłonie na ustach nie stłumiło mojego krzyku. Nim zdążyłam zareagować Dymitr stał przede mną.
- Ja…przepraszam….ja
- Podsłuchiwałaś – głos Gregorio był twardy jak stal.
- Przepraszam – spojrzałam na niego. Wyciągnął w moją stronę rękę i zaczęłam się przesuwać po piasku bez zrobienia choćby drobnego ruchu.  Moje nogi były złączone i nie mogłam nimi ruszać. Machałam rękoma w powietrzu obawiając się ze upadnę na jeden z kamieni. – Co się tutaj dzieje? – wyszeptałam.
- Chyba musimy jej powiedzieć.
- Panie lepiej nie. Możesz wymazać jej pamięć.
            Gregorio patrzył nam nie tak jakby zastanawiał się nad tą opcją.
- Nie – nagle się odezwał – Niech wie. Może mi być potrzebna.
- Tak panie.
- Idź zajmij się Chrisem. Jeszcze się przeziębi.
- Dobrze – lekko się ukłonił i odszedł. Nastała niezręczna cisza, która się przeciągała.
- To…to co mi opowiadałeś…
- to o mnie samym. Tak. I nie jest to przypadek, ze akurat o tym mamy referat. To Philip namieszał.
- Jest…zły?
- Tak.
- Ale przecież Upadłe Anioły są złe.
- Owszem – usiadł na masce swojej terenówki – Ale Philip chce zdobyć władzę.
- Władzę?
- Tak. Nad Podziemiem i Ziemią a potem chce dopaść Niebo.
- To wszystko jest nierealne.
- Jestem Upadłym Aniołem.
- Nie. – spojrzałam na niego słysząc dziwne dźwięki. Gregorio leżał na masce samochodu i zanosił się śmiechem.
- A jednak. Ja jestem Upadłym Aniołem, Dymitr, Iz a nawet Christian.
- Christian owszem wygląda jak aniołek ale nie Upadły.
- Dopiero się uczy.
- Proszę wyjaśnij mi to wszystko.
- O mnie już sporo wiesz – złapał w dwa pale spadający liść a ten zajął się ogniem i spłonął doszczętnie.
- Jak ty to…?
- Mam moc. – odparł.
- Co tu robisz?
- Już ci mówiłem. Mam ratować świat.
- Dobrze ale co konkretnie w tym mieście robisz?
- To przez Philipa. Już mówiłem że chce zdobyć władzę. Za wszelką cenę. Zabił mnóstwo ludzi. Ktoś musi go powstrzymać, tylko to nie jest takie łatwe. Ma swoje wojsko. Nie poradzę sobie z nimi sam. – zamyślił się - Może nie tyle wojsko. Pewnie wyobraziłaś sobie setkę ludzi w mundurach i z bronią – skinęłam głową – To nie tak. Ma kilku popleczników. A ja owszem jestem potężny ale kompletnie sam sobie nie poradzę. Pomaga mi Dymitr i Isabelle, ale to wciąż za mało.
- Czy twój ojciec nie może ci pomóc?
- Jeszcze nie czas na to żeby wyszedł a Philip nie złamał na tyle naszego prawa żeby wysłać za nim wojowników. Mogą mi pomóc tylko ci co zgłoszą się sami. Jak Adrian.
- On wie?
- Tak – zaśmiał się – Trochę latałem a on był pod namiotami z rodziną o czym nie wiedziałem. W nocy wyszedł w krzaczki a ja akurat wylądowałem obok. Chciałem wymazać mu pamięć ale wiedziałem że będzie chętny do pomocy.
- I nie pomyliłeś się.
- No nie. Bardzo chętnie ćwiczy i stosuje się do mich zasad. Wykonuje każdy rozkaz. Jego marzeniem jest być tak silnym i potężnym jak ja.
- A to realne?
- Raczej nie.
- Mnie też chcesz tak wyszkolić?
- Nie – zmierzwił sobie włosy – Ty potrafisz mnie uspokoić. A to ważne żebym był spokojny i nie dał się ponieść. Gdyby nie ty to wszystko by wyszło na jaw w Instytucie.
- Co byś zrobił gdybym cię nie powstrzymała?
- Pewnie rozwinąłbym swoje skrzydła i rzucał Philipem po ścianach.
- Rozumiem. Jaka masz moc? -  grzebałam małym patykiem w ziemi.
-  Kiedy się złoszczę lub denerwuje nadciąga burza. Nikt nie wie czemu bo przecież jestem Podziemnym. Potrafię przyciągać lub odpychać przedmioty i ludzi. – zamyślił się – Potrafię usunąć pamięć i kontrolować umysł. Kiedy chcę słyszę z bardzo daleka.
- Podsłuchiwałeś mnie kiedyś?
- O tak. – odpowiedział z uśmiechem. Po chwili zrobił przepraszającą minę. – Wybacz. Słyszałem cię w autobusie, kilka razy jak szepczesz z Corinne, to tyle. Tylko kilka razy.
- O te kilka razy za dużo.
- Ja po prostu dość długi czas spędziłem w domu i kiedy wróciłem na powierzchnię wszystko było inne. Nowe. Po za jedną kawiarenką. W niej jest wszystko takie samo. Dość często tam jestem. Podsłuchiwałem bo chciałem wiedzieć co się teraz dzieje, co jest modne i lubiane. Nie chciałem bardziej się wyróżniać.
- Ok więc…wybaczam.
- Na dzisiaj starczy. – zszedł z maski samochodu i pomógł mi wstać. Ramię w ramię szliśmy obok siebie.
- Czemu dzisiaj nie razisz mnie prądem?
- Bo mam to – pokazał mi nadgarstki na których miał dwie czarne opaski – wszyscy je dziś mamy. One kontrolują przepływ mocy i energii.
- Dobrze a czemu akurat dzisiaj zabrałeś nas na piknik?
- Dostaliśmy informacje że Philip będzie dzisiaj ćwiczyć swoje moce razem z innymi. Obok twojego domu jest łąka na której mieli to robić. Zabiliby cię.
- Mój domek.
- Będzie cały. Ale gdybyś była w środku to kto wie. Miałem do wyboru albo ten piknik ale z Corinne albo coś na wzór randki.
            Spojrzałam na niego. Czemu nie wybrał randki?
            Usiedliśmy na ławce. Ja obok Corinne a on obok Christiana, który wpakował mu się na kolana jakby był małym chłopcem. Nachyliłam się do Iz.
- Ile Chris ma lat? – spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- Hmm 17 chyba ale mentalnie ma 5 lat. Chris chyba lubi chłopców. Boi się dziewczyn. Przynajmniej mnie się boi. Ale Gregoria uwielbia, dlatego z nim mieszka.
            Spojrzałam na chłopaków. Komicznie to wyglądało. Poważny Gregorio a na jego kolanach chłopak który bawił się puklem jego włosów jak mały kotek z językiem na wierzchu.
            Gregorio czy też Giorgio spojrzał na mnie i uśmiechnął się jakby mówił „Tak mam na co dzień”.
             Reszta popołudnia minęła całkiem przyjemnie. Opowiadaliśmy sobie historie i graliśmy w różne gry.
            Dymitr okazał się być całkiem miły aczkolwiek mało rozmowny. Iz była przyjaźnie nastawiona chociaż trzymała duży dystans a Christian to ciamajda. Kilka razy potknął się na prostej drodze, spadł z ławki do tyłu i raz na nią nie trafił. No jak można nie trafić na ławkę na której siedzą aż trzy osoby? Ponadto wylał na siebie picie i jego kiełbaska którą smażył na patyku nad ogniskiem wpadła do tego ogniska. O mało się nie popłakał, a za każdym razem leciał do Gregorio żeby ten go pocieszył.
            Kiedy zaczynało robić się ciemno zgasiliśmy ognisko i spakowaliśmy wszystko do samochodów. Dymitr obiecał że zawiezie Chrisa do domu i postara się żeby chłopiec był w całym kawałku.
            Gregorio najpierw odwiózł do domu Corinne a potem dopiero mnie. Przed moim domem z samochodu wysiadł pierwszy i kulturalnie otworzył mi drzwi.
- Chce sprawdzić czy wszystko jest w porządku i Philipa już nie ma.
- Powiemy Corinne?
- Nie.
- Dlaczego? – oburzyłam się – To moja najlepsza przyjaciółka.
- I największa papla.
- Ale nie mogę mieć tajemnic przed moją najlepszą przyjaciółką – prawie tupnęłam nogą.
- To znajdź sobie inną. – uciął i zatrzasnął drzwi samochodu.
„Co z nim jest nie tak?”
- Nie mogę zmienić przyjaciółki bo ty jej nie ufasz. – biegłam za nim – Słyszysz? – kiedy mi nie odpowiadał trzepnęłam go w ramię.
- Słuchaj. – zatrzymał się tak nagle że na niego wpadłam. Nawet tego nie zauważył. – Gdybym chciał żebyście obie wiedziały to bym wam powiedział „ Część to ja Gregorio a raczej Giorgio. Mój ojciec to Lucyfer a ja jestem dupkiem który ma uratować ten beznadziejny świat. Tak, tak wiem jest tu tak okropnie że gorzej być nie może więc o co mi chodzi. Sam nie wiem. Może zostanę śmieciarzem – zaklaskał w dłonie – albo adoptuje wszystkie zwierzęta świata. Czy mam super moce? Jasne. Potrafię latać. Czad nie? A co mam wtedy na sobie? Bardzo gustowną koszulkę która pasuje do przeraźliwie wielkich i ciemnych skrzydeł. No i oczywiście spodnie. Z najnowszej kolekcji. Kogo? Nie pamiętam, tyle mam ubrań prosto od projektantów. A jak komuś nie pasuje to spale go żywcem” – spojrzał na mnie.
- Nie musisz być sarkastyczny. – odburknęłam.
- Więc niech dotrze do twojej pustej głowy że nic nie powiemy Corinne. – odwrócił się do mnie plecami i znowu ruszył.
- To co mam jej powiedzieć?
- Na jaki temat?! – ryknął aż dostałam gęsiej skórki a na niebie zebrały się ciemne chmury. – Nie musisz nic jej mówić. Zapomnij o tym.
- Jesteś bez serca.
- Tak. To okropne. Chociaż…nie dla mnie. Nie musisz mnie kochać.
- I nie mam takiego zamiaru! – krzyknęłam. Weszłam za nim do domu i udawałam ze go nie ma.
            Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łózko. Po chwili zamknęły się drzwi i w domu nastała cisza. Poszedł sobie.

- Kretyn.- powiedziałam sama do siebie. – Głupi, arogancki dupek. – rzuciłam poduszką o ścianę. Podniosłam się i mocno wkurzona poszłam do łazienki. 

8 komentarzy:

  1. Rozdział 74. ! Serdecznie zapraszam ! ;D

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    P.S. Wzajemnie - naaajlepszego i dużo weny ! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuje, dziękuje.
      Zbieram się w sobie i czytam. :)

      Usuń
  2. Kocham to...
    Dzięki za to że piszesz i błagam o więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Nie musisz błagać. Będzie więcej. :)

      Usuń
  3. Hejka ! Przepraszam za spóźnienie i również składam Ci najlepsze życzenia ;) Rozdział to po prostu cudo ! Nieźle uśmiałam się z Chrisa i momentu, w którym Rose tak fajnie zareagowała na widok Iz . Za to końcówką strasznie mnie zaskoczyłaś . Po takim romantyzmie taka nagła zmiana zachowania . Co prawda oboje mieli trochę racji, aczkolwiek . . . Zastanawiam się, jak się pogodzą i kiedy . No i w ogóle nie mogę doczekać się kontynuacji ! Proszę o NN, serdecznie pozdrawiam i życzę weny ;D

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz że jak wszyscy mi życzą weny to wychodzą mi rozdziały z których jestem zadowolona?
      Ciesze sie że rozdział dał tyle emocji. Dzięki temu jestem jeszcze bardziej zadowolona z niego. I postaram sie żeby było takich więcej. :)

      Usuń
  4. Świetna notka. Nie będę się rozpisywać bo wszystko ładnie, pięknie. Czekam na następny :]

    OdpowiedzUsuń
  5. 26 yrs old Software Engineer IV Rollin Matessian, hailing from Saint-Paul enjoys watching movies like Laissons Lucie faire ! and Tai chi. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a Mercedes-Benz 540K Special Roadster. przejdz tutaj

    OdpowiedzUsuń