czwartek, 25 kwietnia 2013


ROZDZIAŁ 1


Przychodziłem tutaj bardzo często. To było jedyne miejsce, w którym czułem się dobrze. Kawiarenka była mała i mało ludzi tutaj przychodziło więc miałem spokój. Usiadłem jak zwykle w tym samym kącie, na tej samej wyblakłej sofie i przy tym samym podpisanym stoliku przez jakiegoś R.J. W tym lokalu nic się nie zmieniło od wielu lat. Nawet kelnerki były te same chociaż kiedyś widać w nich było, że mają plany na życie. Może studia, rodzina ale pozostały tutaj tak długo, że zdążyły zapomnieć już o tym. Teraz flirtują ze stałymi klientami, plotkują między sobą a po pracy wracają do obskurnego mieszkania, w którym tkwią bo nie stać je na nic lepszego za tak marne pieniądze które zarabiają. Kawiarenka zachowała swój urok z lat 80 a może nawet 70. Sam już nie pamiętam.
            Do mojego stolika podeszła Betty, jedna z kelnerek, z mocną kawą której już nawet nie musiałem zamawiać. Uśmiechnęła się szeroko a ja spróbowałem odwzajemnić uśmiech. Zostawiła mnie samego chociaż przyszło jej to z trudem. Przywykłem do tego. Każdy kto mnie zauważył i spojrzał w moje oczy pragnął tylko jednego: być przy mnie i patrzeć na mnie nawet do samej śmierci.
            Spojrzałem w okno, które odbijało moją twarz. Przydługie czarne włosy dokładnie zasłaniały moje uszy, czoło i czasem nawet oczy były w ciągłym nieładzie. Jakbym dopiero wstał z łóżka albo miał randkę z tornado. Moje oczy… cóż one były czarne jak węgiel, tak samo jak moje włosy. Ale to oczy przyciągały oczy, to nimi manipulowałem ich słabe umysły. Były tajemnicze i hipnotyzujące. Na ustach igrał lekki uśmieszek, ale tak delikatny, że nie zmieniał wyrazu moich poważnych oczu. Taki kontrast przez który ludzie bali się mnie. To uczucie potęgował mój styl ubierania się. On tez był czarny z domieszką czerwonego. Dzisiaj miałem na sobie czerwone trampki, czarne spodnie i czerwoną koszulkę. Wokół mnie roztacza się aura ciemności, niedostępności i tajemnicy. W spojrzeniach mężczyzn dostrzegam strach a u kobiet pożądanie które przeradza się w przerażenie a potem znowu w pożądanie.
            Całkowicie nie pasowałem do tej małej obskurnej kawiarenki z denerwującą melodią wydobywającą się jakby znikąd, z tymi kelnerkami w różowych wyblakłych uniformach z gasnącą iskierką młodości w oczach. Nie pasowałem do tych blaknących sof ani do szafy grającej w kącie która została która została przykryta grubą warstwą kurzu, ale nadal tu przychodziłem.
            Wyciągnąłem z torby zeszyt A4 z białymi kartkami i ołówek. Po raz setny chyba rysowałem widok za oknem. Wysoki budynek, który był biurowcem firmy przesyłkowej Tipp-Ex miał ogromne okna, a przed nim stały furgonetki z ogromnymi reklamami. Trafiłem akurat na mycie okien więc tym razem rysunek nie będzie dokładną kopiom poprzednich. Po prawej stronie stała mała budka z kwiatkami. Na początku był to dziwny widok. Mało kto kupował tam kwiaty. Celem właściciela było upiększenie ulicy a nie zarobek. Z lewej strony stał mały sklep spożywczy a tuz przed nim facet sprzedawał hot-dogi. Taki obraz widziałem codziennie przez okno kawiarenki.
            Dopiłem kawę i schowałem zeszyt do torby. Podniosłem i zostawiłem pieniądze na stoliku. Bez pożegnania wyszedłem. Zachodzące słońce raziło mnie w oczy. Skręciłem w jedną z ulic i trzymałem się jej. W koło mnie było pusto a z daleka słyszałem gwar jeżdżących samochodów po autostradzie.
            Powietrze przeciął rozpaczliwy krzyk wołający o pomoc. Zboczyłem ze swojej trasy podążając za krzykiem. Znalazłem się na wąskiej i ciemnej uliczce w której czułem się klaustrofobicznie. Dwa wysokie budynki z czerwonej cegły zasłaniały mi cały świat, mimo to szedłem w tą uliczkę coraz głębiej. Wszedłem tak daleko ze nie widać mnie było z ciemności.
- Pomocy – głos należał do kobiety.
- Zamknij się. – gruby męski głos, który mógł należeć do bardzo postawnego mężczyzny.
            Podszedłem bliżej nie wydając żadnego dźwięku. Stanąłem za mężczyzną, który przytrzymywał kobietę za szyję. Mierzył około 190 cm i wyglądał na kupę mięśni. Kobieta miała przestraszoną minę, a po oczach widziałem że już się pogodziła z tym co ten goryl może jej zrobić.
            Stuknąłem palcem w ramię kolesia.
- Ekhem – odchrząknąłem – ta dama chyba chciałaby już sobie pójść.
- Odwal się! – warknął na mnie ledwo obrzucając mnie spojrzeniem.
- Nie mam zamiaru. – złapałem go za koszulkę i z całej siły odciągnąłem od kobiety, która upadła na ziemię łapiąc spazmatycznie powietrze.
- Co ty sobie… - koleś spojrzał w moje oczy i przerwał w połowie zdania. Otworzył szeroko buzię a ja się uśmiechnąłem sam do siebie.
- Oddaj tej pani wszystko co jej zabrałeś. – posłusznie oddał jej torebkę, z kieszeni wyjął telefon i biżuterię, wszystko to położył obok niej i wrócił do mnie. Uśmiechnąłem się jeszcze raz tylko bardziej przerażająco sądząc po cichym pisku kobiety. – A teraz powiedz „do widzenia”. 

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział... :]. Zapraszam również do mnie
    http://mydreamsworld1.blog.pl mam nadzieję, że zajrzysz, pisz kolejne eozdziały 8D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne :3
    Poprostu rewelacja...Moje oczy cieszą się na widok tego opowiadanka...

    Lizzie

    OdpowiedzUsuń
  3. masz talent dziewczyno i wiesz jak zakończyć żeby zachęcić do czytania następnego rozdziału... co mam zamiar zaraz zrobić. Dzisiaj znalazłam twój blog i myślę, że jak dalej będzie ciekawy to będę jego stałą czytelniczką co prawda nie lubię jak jest pisany oczami jakiegoś bohatera, bo zazwyczaj mi się nie podoba jak jest pisany i przestaje go odwiedzać, ale mam nadzieję, że po tym co przeczytałam tak się nie stanie. Komentarz krótki, ale to przez post który jest taki sam więc zabieram się do czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj;3 Po raz kolejny zabieram się za czytanie Twojego opowiadania od samego początku. Przeczytałam pierwszy rozdział i nadal podoba mi się tak samo jak za pierwszym razem ^.^ Tak jak wspomniała kira1234, masz talent do pisania i wiesz jak zachęcić do przeczytania kolejnej części;) Co prawda brakuje tu kilku przecinków, ale poza tym jest bez zarzutów;3

    OdpowiedzUsuń