środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 22

Cóż będę szczera. Nie chciało mi się pisać. Wszystko było ciekawsze od pisania. Granie, słodkie kotki w internecie i filmiki na yt. Ale dałam sobie dzisiaj mentalnego kopa i skończyłam to...i to całkiem dosłownie. Pomyślałam że w tym momencie będzie koniec....ale spokojnie, otrzyjcie łzy hahaha będzie druga część, na którą mam jako taki pomysł. Błagam o wybaczenie i z bardzo dużym opóźnieniem życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku. 
Miłego czytania. 





Z każdej strony rozchodziły się okrzyki z rozkazami, dźwięki uderzających o siebie mieczy i krzyki rannych. Od strony zamku biegła grupka dzieciaków z małymi mieczami. Na twarzach mieli zaciętość. Byli gotowi walczyć. Zastąpiłam im drogę i zatrzymałam zanim wybiegli przez bramę.
- Wracajcie do zamku.
- Ale my chcemy walczyć. – odezwali się chórem.
- Jeszcze nie wasza kolej. Musicie poczekać. Wracajcie do zamku i czekajcie na rozkaz.
Cała gromadka stanęła na baczność i krzyknęła „tak jest” a następnie wrócili do zamku. Przynajmniej z tym na razie mam spokój. Byli za mali aby walczyć. Nie zniosła bym myśli że cos im się stało.
Odetchnęłam głęboko kiedy przypomniałam sobie że stoję na samym środku bramy wystawiając się jak na talerzu. Odwróciłam się. W moją stronę biegło kilku strażników z zakrwawionymi mieczami. Spojrzałam w drugą stronę. Tuż obok mnie stał Philip z szerokim uśmiechem.
- Tak się cieszę że cię widzę. Tyle cię szukałem.
            Otworzyłam szeroko oczy i byłam gotowa krzyczeć ale on tylko się uśmiechnął i odleciał a za nim strażnicy którzy dopiero co podbiegli do nas. Serce waliło mi jak oszalałe jakby za chwilę miało wyskoczyć z piersi.
- Jesteś cała? – Zach złapał mnie za ramię. Niezdolna do wypowiedzenia ani jednego słowa tylko pokiwałam głową. – Nie martw się. Wszystko się ułoży.
            Poklepał mnie po ramieniu i odszedł zostawiając mnie zupełnie samą. Złapałam się za głowę. To chyba jakiś sen. Koszmarny sen.
            Pobiegłam w przeciwna stronę niż główna brama. Sama nie wiedziałam czy mam się schować czy złapać z jakiś miecz i iść w bój.
            Z tej strony również toczyła się zacięta walka. Skąd Philip ma tylu popleczników? To niedorzeczne żeby popierać jego pomysły. On nie chce dobra. Chce zniszczyć wszystko i wszystkich którzy staną mu na drodze do władzy. Będzie szedł po trupach aż do celu. Z takimi ludźmi nawet nie warto rozmawiać.
            Zdenerwowana wbiegłam bocznym wejściem do zamku. Znalazłam się w dużej kuchni która przypominała pobojowisko. Pod jedną ścianą leżało zakrwawione ciało. Zakryłam dłonią usta i pisnęłam w nie. Przełknęłam ślinę i pobiegłam dalej. Następne drzwi bezpośrednio prowadziły do jadalni w której walczył Gregorio z trzema napastnikami.
            Krzyknęłam kiedy jeden z nich próbował zajść go od tyłu. Gregorio szybko zareagował i przebił go mieczem. Po chwili udało mu się pokonać jeszcze jednego a ostatni zwiał przez wybite już duże okno.
- Jesteś cała? – podszedł do mnie.
- Tak tylko… strasznie się boję.
- Nie ma na to teraz czasu. Musisz być spokojna i skupiona. Bez ciebie nie pokonam Philipa. – objął mnie ramieniem a następnie spojrzał głęboko w oczy – Liczę na ciebie.
            Kiwnęłam głową niezbyt pewna czy podołam.
- Czemu zaatakował teraz?
- Bo ty tu jesteś. Nie masz gdzie uciec. Brama jest zamknięta. Nikt nie ucieknie. Łatwo mu będzie nas pokonać, a przynajmniej on tak myśli. Ale mamy ciebie. – lekko się uśmiechnął.
             W tym samym momencie do jadalni wszedł Philip. Podchodził do nas wolnym krokiem zwycięzcy.
- Witam. Gregorio jak miło cie widzieć. Przykro mi że straciłeś swój dom ale – zaśmiał się – tak mi się spodobał – omiótł wzrokiem pomieszczenie – że musiał być mój.
- Nie jest twój. – odpowiedział mu spokojnym głosem.
- I nigdy nie będzie. – dodałam starając się aby mój głos nie zdradzał strachu.
- No no no. Spokojnie, nie ma sensu się tak denerwować. Przecież to oczywiste że już wygrałem. Moi ludzie robią rzeź na waszych i nie poddadzą się tak łatwo. Wszyscy co do jednego będą walczyć do ostatniej kropli krwi.
- I to za ciebie. Za kogoś tak… tak… tak okropnego. – zacisnęłam dłonie w pięści z nerwów.
- Zabawna jesteś – zaśmiał się. – Walczą o wolność. O władze.
- Której im nie dasz – odezwał się Gregorio – wszystko zagarniesz dla siebie i wprowadzisz taki reżim że ilość Upadłych Aniołów diametralnie spanie. Staniemy się gatunkiem wymierającym.
- Cóż jak ktoś jest nieposłuszny to powinien zostać ukarany.
- Mam takie samo zdanie.
            Gregorio rzucił się z mieczem na Philipa. Oboje zaczęli walkę na miecze. Na zmianę doskakiwali i odskakiwali od siebie. W całym pomieszczeniu słychać było ich ocierające się o siebie miecze. W każdą stronę leciały iskry.
            Usłyszałam jęk i dostrzegłam krew na ręce Gregoria. Przestraszona cofnęłam się pod ścianę modląc się w duchu żeby to się dobrze skończyło. Za każdym razem kiedy Philip za bardzo zbliżał się do Gregoria łzy napływały mi do oczu ze strachu.
            W końcu Philip jęknął z bólu kiedy Gregorio rozciął jego szatę i skórę na ramieniu. Odskoczyli od siebie zdyszani i cali mokrzy.
- Poddaj się.
- Sam się poddaj – Gregorio otarł pot z czoła i spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
- Philipie – rozbrzmiał potężny głos który odbił się od ścian echem. – Co zrobiłeś z moim zamkiem? – w drzwiach pojawił się Lucyfer.
- Witam pana i władcę Podziemi. – Philip ukłonił się z drwiącym uśmiechem.
- Daruj sobie i wynoś się stąd. Narobiłeś tylko kłopotów i bałaganu. Twoich ludzi już nie ma i ciebie też może już nie być. – tuż za Lucyferem ustawiło się kilku strażników. – Pójdziesz sam do celi czy mają cie zabrać siłą?
            Philip zaśmiał się głośno. I wsparł się o miecz przenosząc wzrok po wszystkich.
- Niczego nie rozumiecie. Nie pokonacie mnie. Nawet jeśli mnie zamkniecie ja ucieknę i zacznę wszystko od nowa.
            W tym samym momencie rzucił się na Gregoria i nim ktokolwiek zareagował wbił miecz w sam środek jego brzucha.
            Krzyknęłam i upadłam na kolana. To wszystko to jakiś koszmar. Zamknęłam oczy. Obudź się, obudź. Ale nic się nie zmieniło. Po otworzeniu oczu nadal byłam w dużej jadalni, w drzwiach stał cały w szoku Lucyfer, za nim strażnicy, a na środku Gregorio który leżał w kałuży własnej krwi.
            Podniosłam się z kolan i biegiem ruszyłam na Philipa. Przez łzy ledwo widziałam na oczy. Przeskoczyłam przez ciało Gregoria i powaliłam zadowolonego z siebie Philipa. Okładałam go pięściami na oślep głośno przeklinając.
            „Chce żebyś umarł, ma cię tu nie być. Nie zasługujesz na to żeby żyć.” W tym momencie kamień który bez przerwy trzymałam w zaciśniętej dłoni zaświecił się jeszcze jaśniej niż wtedy kiedy ćwiczyłam z kwiatem. Philip zaczął krzyczeć. Zsunęłam się z niego kiedy jego ciało zaczęło się unosić w górę oświetlone promieniami z kamienia. Uniosło się aż pod sam sufit a następnie spadło bezwiednie na podłogę. Odsunęłam się szybko. Spojrzałam na wszystkich i nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami.



            Otworzyłam wolno oczy. Leżałam na czymś miękkim. Podniosłam się i zauważyłam że leże w łóżku w pokoju który został mi przydzielony. Na stoliczku obok leżał kamień w którym poruszało się coś szarego. Spuściłam nogi na podłogę i wyszłam na korytarz. Po ścianą stało dwóch strażników. Na mój widok lekko się skłonili.
- Gregorio…. – nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej.
- Proszę za mną. – jeden ze strażników poprowadził mnie przez kilka korytarzy aż zatrzymaliśmy się przed jednymi drzwiami tak jak i przed moimi stało dwóch strażników, którzy tak jak tamci lekko skłonili się przede mną.
            Weszłam do środka. To musiał być pokój Gregoria. Pod ścianą stało kilka kufrów z różnych epok, wielka szafa i małe biurko. Na środku duże podwójne łóżko a w nim blady Gregorio. Podeszłam do łóżka i pogłaskałam go po czole.
- Żyje – tuż za mną pojawił się Lucyfer. – Jest po operacjach ale nadal jest słaby i możemy tylko czekać aż się obudzi. A ty jak się czujesz?
- Nic mi nie jest. Teraz on jest ważny. – położyłam się obok Gregoria i zamknęłam oczy z nadzieją że gdy je otworze będzie cały i zdrowy.


- Zabiłam go.
- Nie myśl o tym w ten sposób -  objął mnie ramieniem z cichym jękiem. – Uratowałaś nas.
- Ale zabiłam. Gregorio nie patrz tak na mnie. Ja wiem lepiej co zrobiłam. – usiadłam na krześle obok jego łóżka obracając w dłoni kamień. Bez przerwy kotłosi się w nim jakaś szara masa. Głośno westchnęłam i przyłożyłam kamień do piersi. Spomiędzy moich palców rozbłysło światło.
- Gregorio co się dzieje?
- Nie wiem – usiadł krzywiąc się z bólu. – to twój kamień.

            Otworzyłam dłoń. Szara masa w środku wirowała coraz szybciej. Oślepiło mnie białe światło. Po moim ciele rozszedł się straszny ból. 

4 komentarze:

  1. O kurde, o kurde, o kurde !!!!!
    Nie spodziewałam się tego, szczególnie końcówki. Czuje taki niedosyt, że szkoda gadać.. xd
    Świetny rozdział. Liczę,że szybko pojawi się nowy.
    Tobie też Szczęśliwego Nowego Roku i dużo weny. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na nowy rozdział :) http://dreamofyaoi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie zapraszam na NN ! ;D

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! Sesja pożera ludzi - nie żartuję ;/ Mam jednak nadzieję, że przez jakiś czas będę miała spokój i zamierzam wpadać już regularnie ;) No cóż, nie spodziewałam się całej wojny w jednym rozdziale ! To musiało być okropne, zastanawiam się jakie straty poniosło Podziemie i czy zamek naprawdę został aż tak bardzo zniszczony . Chwila, w której Philip przeszył ostrzem Gregoria była straszna . Wiedziałam już, że Rose pomści go, używając kamienia, i jednocześnie zastanawiałam się, czy dzięki niemu będzie też mogła go wskrzesić . Całe szczęście, że chłopak jednak przeżył, ale to straszne, że Rose musi żyć teraz ze świadomością swojego czynu . Zastanawiam się, jak sobie z tym poradzi . No i co właściwie stało się na końcu ?! Serdecznie pozdrawiam i niecierpliwie czekam na więcej ;)

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń