sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 23

Ok tak więc w ten sposób zacznę drugą część. Na razie krótko bo przeziębiona jestem (smutasek) ale mam nadzieję że rozbudzi to Waszą ciekawość. 
Miłego czytania. 




Wszystko się zmieniło. Nie było tak jak wcześniej, niestety. Niepotrzebnie wciągałem w swoje problemy niewinnych śmiertelnych.
                Wojna z Philipem przyniosła wiele strat. Ponieśliśmy straty w wojsku. Nie każdy tak jak ja przeżył przebicie mieczem. Dla pocieszenia ludzie Philipa również ponieśli straty w ludziach ale co najważniejsze stracili przywódcę. Rose wyssała z niego moc która znalazła się w małym fioletowym kamyczku, który wbrew pozorom ma ogromną moc sam z siebie. My, Anioły nie do końca rozumiemy jego potęgę i to skąd się wziął, ważniejsze jest to, że jest i że może nas zabić. Przed ogólną paniką chroni nas to że prawie nikt nie potrafi się nim posługiwać a co za tym idzie, nie może go uruchomić. Od ostatniego razu Anioły zaczęły nazywać ten kamień przeklętym.
                Po raz pierwszy od kilku wieków kamień został uruchomiony i użyty na jednym z nas, co wywołało mały lęk, który mój ojciec, Lucyfer jakimś…”cudem” opanował.
                Większość strat po wojnie zostało naprawionych i nasze życie powróciło do normy, w większości wypadków.
Największą stratą było odejście Rose.
Ale ona wróci. Zrobię wszystko żeby wróciła.




                Drzwi do głównej sali otworzyły się. Wszedł przez nie strażnik, który wyglądał jakby biegł przez cały zamek. Podbiegł pod tron mojego ojca i uklęknął.
- Panie, proszę mi wybaczyć ale jest ktoś kto chciał się z panem widzieć – spojrzał na niego a następnie na mnie – z panem Giorgio również.
                Spojrzeliśmy na siebie z ojcem lekko zdezorientowani. Niestety strażnik nie powiedział nic więcej.
- Poproś tego niespodziewanego gościa. – odezwał się ojciec. Gdy tylko strażnik wyszedł poprawił się na tronie a ja znudzony po raz kolejny sięgnąłem po szkicownik.
                Od kiedy wróciłem do Podziemi ojciec uznał że zacznie mnie przygotowywać do objęcia po nim tronu którego, zaznaczam wcale nie chcę. Wciska we mnie wiedze na temat królestwa. Co gdzie leży, gdzie kto mieszka i kto czym się zajmuje. Siedzę obok niego na swoim tronie który jest mniejszą kopią jego tronu i wysłuchuje problemów innych które nie obchodzą mnie ani trochę. Mam inne sprawy na głowie ale ojciec albo tego nie rozumie albo udaje że nic złego się nie stało, bo przecież on pozostał na tronie a z stratami trzeba się pogodzić. Z jednej strony rozumiem go bo przecież on nie zna innego życia. Jest uwięziony w swoim ukochanym królestwie i tylko raz na sto lat może wyjść na powierzchnię z czego nie zawsze korzysta.
                Do sali wszedł strażnik prowadząc za sobą mężczyznę. Obaj podeszli pod podest z tronami ale tylko strażnik ukłonił się.
- Kim  jesteś i czego tu szukasz? – zagrzmiał głos Lucyfera.
- Mam na imię Dawid. Do mojego pana doszły słuchy o wielu – spojrzał na mnie – problemach.
- Jak mniemam problemy o których mówisz dotyczą Podziemi a nie Nieba.  I myślę że doskonale sobie z nimi poradzimy, a twoje przybycie wzbudzi tylko niepotrzebny gwar którego jednakowoż wolałbym uniknąć.
- Doskonale rozumiem twe zamiary Lucyferze ale dostałem jasne instrukcje i prosiłbym aby mi nie przeszkadzano w wykonywaniu zadań mi powierzonych.
- A co to za zadania? – podniosłem się z miejsca podchodząc bliżej gościa.
                Był wyższy ode mnie, dość długie jasno blond włosy układały mu się na policzku. Przyglądał mi się spod przymrużonych powiek. Jasna karnacja, wąskie usta, niebieskie oczy i ogólny wyraz twarzy przyprawiały mnie o uśmiech. Był kompletną odwrotnością mnie. Zapewne był dobroduszny i kochał kwiatki, wierzył w jednorożce i urządzał popołudniowe herbatki ze swoimi misiami w różowej sypialni.
- Mam zlikwidować największy problem jaki się pojawił.
- Możesz mówić dokładniej? – zniecierpliwiłem się.
- Rosalie musi zniknąć.
- Nigdy. – mój głos rozszedł się po całej sali. – Nikt, powtarzam nikt nie będzie jej likwidować ani dotykać. Czy wyraziłem się jasno?
- Niestety taki mam rozkaz.
                Obszedłem go dookoła ale on nawet nie obrócił głowy w moją stronę. Zdenerwowany brakiem zainteresowania moją osoba z jego strony wystrzeliłem z dłoni małą kulę ognia w sam środek jego pleców. Nim zdążyłem zareagować odwrócił się i z jego dłoni trysnęła woda gasząca moją kulkę.
- Bardzo nie honorowo.
- Jesteś w moim zamku, w moim królestwie i panują tutaj moje zasady.
- Proszę wybaczyć ale nie jest to twoje królestwo tylko twojego ojca.
                Zgrzytnąłem zębami i rzuciłem się na niego z pięśćmi. Obaj upadliśmy na podłogę. Całą siłą swojej woli wysłałem do moich dłoni ładunek elektryczny które następnie przyłożyłem do jego klatki piersiowej. Wygiął się pode mną w łuk krzycząc na pół zamku.
- Nigdy nie mów do mnie takim tonem!
                Nagle sytuacja odwróciła się i to on nade mną górował. Wysunął swoje nieskazitelnie białe skrzydła i zakrył mi dłonią usta. W moich płucach, jakby znikąd znalazła się woda. Zacząłem się krztusić próbując złapać oddech jednocześnie starając się oderwać jego dłoń od swoich ust.
- WYSTARCZY!
                Głos mojego ojca opanował nas. Dawid zabrał dłoń i zszedł ze mnie. Ja natomiast jak ostatnia sierota klęczałem na ziemi kaszląc i plując wodą.
                Stał nade mną i patrzył jak na kogoś słabego, słabszego od niego. Nie wiem kim on jest ale nie wydaje mi się żebym był w stanie tak łatwo bronic Rose, zwłaszcza że na pewno nie będzie mi pomagać.
                Podniosłem się ocierając usta i stanąłem obok Dawida. Już dawno nikogo tak nienawidziłem. Dawid podszedł do mojego ojca i wręczył mu list. Ten usiadł i bez słowa przeczytał kartkę od deski do deski. A ja w stronę tego blondaska wysyłałem małe ładunki elektryczne i widząc jego miny uśmiechałem się jak małe dziecko.
                Ojciec w końcu kiwną na jednego ze strażników który szybko podszedł bliżej.
- Zaprowadź go do jednej z komnat na piętrze.
- Co?!
- Nie histeryzuj. Dawid zostaje tutaj na kilka dni a ty za to że nie potrafisz się zachować będziesz się nim zajmować. 

5 komentarzy:

  1. Witaj ! Tym razem jestem na czas ;) Mam masę pytań ! Co stało się z Rose ? Jak Gregorio ma zamiar ją "przywrócić" ? Czego tak naprawdę chce Dawid i niby co zrobi z dziewczyną ? Jak długo Gregorio zdoła wytrzymać te przygotowania do objęcia władzy ? Rozdział krótki, a wprawił mnie w osłupienie i zastanawiam się, jak to wszystko się dalej potoczy . Pisz szybko, pozdrawiam :)

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
  2. Dołączam się do pytania koleżanki powyżej, a mianowicie "Co stało się z Rose ?" Liczę, że dowiem się w najbliżych rozdziałach. :3
    Boski rozdział. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdecznie zapraszam na NN oraz do wzięcia udziału w Naszym konkursie ;)

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej :D Informuję o nowym rozdziale :P Nie przeraź się tylko, bo chyba poniosło mnie bardziej niż zwykle xD http://dreamofyaoi.blogspot.com/2014/02/rozdzia-xvi-pragnienie-bycia.html

    OdpowiedzUsuń